Dlaczego deweloperzy niechętnie posługują się świadectwami charakterystyki energetycznej?

Olgierd Dziekoński, były minister w kancelarii prezydenta RP, w swym artykule dla Rzeczpospolitej (30/01/2017) powiedział: „Certyfikacja energetyczna budynku traktowana jest jak fanaberia Unii Europejskiej. Gdy kupujemy mieszkanie, nie pytamy, ile kilowatów na metr kwadratowy w ciągu roku jest nam potrzebne do jego ogrzewania. I zużywamy dwa razy więcej paliwa, zamiast ocieplić dom czy wymienić okna.

Tymczasem na rynku budynków komercyjnych takie certyfikaty jak BREEAM i LEED są właściwie powszechne. Dlaczego więc zagraniczni inwestorzy dostrzegają korzyści płynące z zarządzania budynkiem, który jest przyjazny środowisku, a polscy deweloperzy traktują świadectwa charakterystyki energetycznej jak przymus, przed którym za wszelką cenę trzeba się bronić?

Artykuł 13 Ustawy o charakterystyce energetycznej budynków mówi: „W przypadku gdy dla budynku lub jego części zostało sporządzone świadectwo charakterystyki energetycznej, właściciel lub zarządca tego budynku […] podają w reklamie dotyczącej sprzedaży lub najmu budynku […] wskaźnik rocznego zapotrzebowania na energię końcową.

Czy ktokolwiek z nas widział w reklamach mieszkań oferowanych przez dewelopera dane dotyczące zużycia energii w budynku? Czy zatem oznacza to, że nie chcemy wiedzieć ile będziemy płacić za ciepło w naszym nowym mieszkaniu? Gdybyśmy domagali się od deweloperów przedstawiania nam świadectw – do czego są zobligowani – wtedy musieliby budować domy naprawdę energooszczędne, a nie tylko spełniające krajowe, niezbyt ostre wymagania.

Komisja Europejska dostrzegła już, że system świadectw energetycznych nie działa efektywnie w wielu krajach Unii Europejskiej. Są oczywiście pozytywne wyjątki, takie jak Flandria czy Niemcy, ale sam system z pewnością wymaga usprawnienia, na co zwrócono uwagę w tzw. pakiecie zimowym, czyli propozycji Komisji Europejskiej z końca 2016 roku dotyczącej zmian w Dyrektywach o efektywności energetycznej i charakterystyce energetycznej budynków.

Zmiany w systemie powinny dotyczyć:

  • Poprawy monitoringu danych zbieranych poprzez świadectwa charakterystyki energetycznej.
    Takie dane są zbierane również w Polsce, ale jak dotychczas wnioski nigdzie nie były prezentowane, a wielka szkoda. Dlatego wnosimy o przedstawienie opinii publicznej informacji na ten temat przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, które takie dane gromadzi.
  • Promocji efektywnego wykorzystania świadectw.
    Ten dokument to prawdziwa kopalnia wiedzy i jeśli przeciętny obywatel będzie świadomy jak wiele informacji może znaleźć w takim świadectwie, to tylko na tym skorzysta. Przykładowo, odczytując wartość energii końcowej (EK), będzie wiedział ile zapłaci za ogrzewanie swojego domu czy mieszkania.
  • Poprawy jakości świadectw.
    Dokument ten ma stanowić jasną i wiarygodną wskazówkę o tym, co można zrobić, aby obniżyć koszty ogrzewania domu. Dopóki jednak wiarygodność świadectw kupowanych w Internecie za grosze będzie niska, teoretyczne wskazówki dotyczące zmian niekoniecznie będą zbieżne z praktyką.

Rekomendujemy więc, aby od deweloperów domagać się świadectw charakterystyki energetycznej budynków, zaś do rządzących apelujemy, aby system takich świadectw nie był traktowany – jak mówi Olgierd Dziekoński – jako fanaberia unijna, ale jako sprawne narzędzie służące obniżaniu zużycia energii w budynkach.